Bartek Fetysz: Zupa z faceta

#MenelskieMysli

Kiedy kobieta pisze, “zostałam wykorzystana” – mężczyzna – natychmiast, bez wyroku zostaje oskarżony. Gwałciciel. Zboczeniec. Koniec. Kropka. KO. Kiedy facet mówi, “zostałem wykorzystany” – zostaje obiektem kpin. Męska cipa. Bo przecież to faceci wykorzystują, to oni są zboczeńcami, alimenciarzami, playboyami, starymi knurami z obwisłymi fiutami.

Mężczyzna piszący, że kobiety również – jak faceci – bywają podłe – dostaje natychmiast metkę szowinisty. Bo mężczyzna nie może narzekać, skarżyć się ani płakać. Boys don’t cry. Najlepiej, kiedy jest zakonserwowanym w metalu robocopem wypranym z miłości i uczuć, bo jeśli się wzrusza na filmie to natychmiast zostaje maminsynkiem, życiową niedorajdą, jełopem. Albo autorem, “który nienawidzi kobiet”.

Ostatnio przeczytałem o sobie, że nienawidzę kobiet, bo ośmieliłem się je skrytykować. Algorytm wygląda tak: kiedy mężczyzn nazywam “pizdochłopami”, między innymi w mojej książce “Obudziłem się trochę podły” to mam owacje na stojąco. Od kobiet. Fetysz, naczelny feminista. Ale kiedy nazwę jakąś kobietę suką to od razu lecą kamienie i czuję się jakbym był podmiotem lirycznym u Szymborskiej. Wielokrotnie pisałem teksty w obronie kobiet. Walczę piórem w imię wolności. Teraz, w czasach, kiedy z mężczyzn robi się bitki, tania zupkę instant – chcę napisać tekst w ich obronie. Z punktu widzenia faceta. Bo niby dlaczego wszystkich wrzucać do tego samego gara? Co to ma być? Polowanie na magów tak jak kiedyś na czarownice? Zbiorowe palenie facetów? Stos podlany wyciągiem z jąder?

Wydaje mi się, że cofnęliśmy się w czasie. Kiedyś emancypacja uratowała gatunek żeński. Pozwoliła kobietom wyzwolić się z ról ofiar zamkniętych w szczelnych gorsetach. I dobrze. Szkoda, że dzisiaj “ikony kobiet” znowu chcą je w te gorsety wcisnąć. Wystarczy popatrzeć na peklowane w spanksach Kardashianki. Ale one z kobiecością czy emancypacją mają tyle wspólnego co stuprocentowe kakao i wyrób czekoladopodobny z Biedry. Nie słuchajcie tych klonów, nie naśladujcie. Cyckami i dupami z silikonowego kryptonitu chcą zawojować świat myląc pojęcia wyzwolenia ze zwykłym kurewstwem.

Prawdziwe kobiety nie musza epatować cycem – mają mózgi, ale jeśli mózg idzie w parze z cycem to przecież ideał. Doskonałość. Bo kto powiedział, że kobieta musi być albo ładna, albo mądra? To się jakoś nie łączy niby w parę w wydaniu damskim, skoro w męskim jest wedle społeczeństwa możliwe? Kobiety to przecież świetne szefowe, potrafią żonglować wieloma sprawami jednocześnie, a faceci wiadomo, zupełnie inaczej patrzą na świat. I kierują się zazwyczaj rozumem – kobiety częściej emocjami. Żadne to odkrycie ino stara jak świat prawda. Światem zaczynają zresztą rządzić kobiety. Wystarczy spojrzeć na poparcie jakie od kilku lat ma Hilary Clinton czy chociażby Michelle Obama. Ona wyprzedziła w uwielbieniu Baracka, zresztą – to ona go stworzyła. Mówi się, że za każdym mężczyzną, który osiągnął sukces – stoi kobieta. Chyba że to Zamachowski. Bo tam jest raczej równia pochyła. Przykład jak z wybitnego aktora zrobić kociomordkę bez iskry, przykładnego, milczącego pantoflarza. I dzisiaj, kiedy kobiety, wciąż krytykujące mężczyzn pytają – gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy – mam ochotę odpowiedzieć – tam, gdzie ich zapędziliście. W dupie. Teraz ich sobie stamtąd wyciągnijcie.

Widzę już te komentarze: “Och, ci mężczyźni tacy biedni”, “I dobrze im tak”. Gdyby odwrócić sytuację byłaby sodoma.

Gatunek męski utkwił w jakimś dziwnym punkcie – bynajmniej nie G – bo nie ma powodów do szczytowania.

Męskość, wydaje mi się, została stłamszona. Coraz więcej jest kobiet alfa i te chłopy, alfa szympansy pogubili się w swoich rolach. Kiedyś jako myśliwi jaskiniowcy nie potrafili odpowiednio zajmować się swoimi kobietami. Pozbawieni kultury i zmysłowości dawali im pałą po łbie i zaciągali do jaskini za włosy. Dzisiaj nie byłoby to takie łatwe, bo w rękach, w wielu przypadkach, zostałyby im tylko doczepy. Po okresie górujących Fliinstonów, dzisiaj kompletnie nie wiedzą, jak podołać kobiecym wymaganiom, bo cokolwiek nie zrobią – to źle. No i przecież dzisiaj teksty “Na co Ci mężczyzna, kup sobie wibrator” są na porządku dziennym. Czy to nie szowinizm? Skądże! Wszystkie definicje dozwolone. Feminizm. Girl Power. Emancypacja. Gdyby jakikolwiek facet powiedział w mediach “Na co mi kobieta? Wystarczy mi silikonowa cipa i nawilżacz” byłby skandal. “Wysokie Obcasy” by go ukrzyżowały. I po kolei gwoździe wbijałyby mu wszystkie portale plotkarskie. Tymczasem kobieta ląduje na okładce i jest czczona, bo oto zostaje twarzą wyzwolenia. Czy to w formie wyzwolonej seksualnej aktywistki czy pokrzywdzonej przez mężczyznę samotnej matki. Dlaczego w mediach nie ma na okładkach samotnych facetów z dziećmi, którzy opowiadają o trudach bycia samotnym ojcem, którego zostawiła kobieta? I dlaczego żaden się nie żali, że partnerka, która poszła w długą nie płaci mu alimentów? Dlaczego żaden nie zostaje twarzą samotnej męskości? Bo nie wypada, czy okładka się nie sprzeda?

Mężczyzn dawno temu ukamienowano w modzie. Kobiecie wypada wszystko. Garnitur, “jego koszula”, nawet dżinsy dla kobiet typu “boyfriendy” wyciągnięto z męskiej szafy. A co zostało facetom? Gajerek. Wieczna trumna męskości. Czy to chrzest, czy komunia, czy bierzmowanie, urodziny, randka, ślub, rozwód, rozdanie nagród – ciągle to ociosanie ze stylu i formy. Wyprasowanie i wypastowanie. Zabandażowanie w formę i podduszenie krawacikiem.

Dobrze ubrana kobieta zostaje ikoną mody. Facet – pedałem.

Zadbany mężczyzna z dobrym kremem w kosmetyczce i ostrzyżony u modnego fryzjera to od razu ciota. Nie daj Boże jak stosuje korektor pod oczy, żeby nie wyglądać jak Fester Addams. Źle. Ten z brzuszkiem, bez kosmetyczki, z dezodorantem Old Spice – od razu dostaje banderolę “polski Janusz” – wieśniak z sandałem na skarpetę. I koło się zamyka. Nie ma innych opcji. A u kobiet różnorodność od pin-up girl po femme fatale. Od Marilyn Monroe, po Marlene Dietrich, Kate Moss do Amy Winehouse. Paleta barw jak paleta odcieni w nowej kolekcji farb L’oreal. Jesteś tego warta. A u mężczyzn? Metroseksualny czy drwal – laluś. Wysportowany z Instagramem złożonym z pecsów (na polski: umięśnionych cycków) i sześciopaka – na pewno pedzio, narcyz, nie, weź, za bardzo zadbany. Tak samo jednak wysportowana kobieta – to od razu Influencerka, kobieta sukcesu. A facet, nieważne co zrobi to od razu przegrany. Czy trochę tak nie jest? Mężczyzna w rurkach to wiadomo od razu chomik, w rozciągniętym starym podkoszulku, który najzwyczajniej w świecie lubi – od razu brudas. Zresztą wystarczy się przyjrzeć w Polsce tym, których magazyny takie jak ELLE Man, nazywają ikonami stylu – zawsze jest w zestawieniu klasyczny Oliwier Janiak, a zaraz po nim awangardo-niby-szokujący Michał Piróg. Zawsze z “homoseksualista” przed nazwiskiem. Cokolwiek by nie zrobił. Metki. Dlaczego w Polsce wciąż definiuje się człowieka przez pryzmat jego orientacji seksualnej? Ma ją wytatuowaną na czole? A przy okazji zastanawiam się – naprawdę nie ma w tym kraju innych, dobrze ubranych mężczyzn?

Męskość zagnana została w kozi róg.

Ps. Menello, ile razy czytałeś o sobie, że lubisz chłopców albo że wyglądasz jak pedzio?

Zastanawiam się czy dotrzemy kiedyś do porozumienia i złamania wszystkich reguł i schematów dotyczących tej kuriozalnej, patriarchalnej wizji męskości. Bo my wciąż żyjemy wizją mężczyzny sprzed stu lat i ciągle widzę jakieś memy “Mężczyzna kiedyś, a dzisiaj”. Zestawiony jest zazwyczaj jakiś Bond, ewentualnie James Dean z modelem połamanym anoreksją na wybiegu w damskich ciuszkach. Szkoda, że nikt nie rozumie, że to wizja projektanta, a nie nowy trend. Bo moda to sztuka. I nikt nie powinien być definiowany na podstawie kilku szmat jako męski lub niemęski. Dzisiaj, w dobie ogólnoświatowej wolności słowa i ubioru nikt nie powinien być szykanowany za poczucie własnej estetyki. Ubiór to wyrażenie swojej osobowości. A ta ma wiele rozmiarów, kolorów i odcieni. Przestańmy szufladkować mężczyzn i pozwólmy im na emancypację. Kobietom wyszła na dobre. Może teraz czas na facetów? Bo mężczyzna to nie zawsze tylko zbok, knur czy szowinista – ale również ikona stylu, dobry partner i ojciec. A o tym, zdaje mi się, zaczynamy masowo zapominać przypisując im tylko łatki alimenciarzy i playboyów. To niesprawiedliwe. To tak jakby przyjąć, że “każda kobieta ma w sobie coś z dziwki”. To przecież nieprawda. Zupa ugotowana przez faceta może być przecież równie dobra jak ta ugotowana przez kobietę. Łyżki w dłoń. Zajadajmy się sobą nawzajem.  

Tekst: Bartek Fetysz / Grafika: Paweł Jaskólski