We wcześniejszym wpisie [KLIK] parciany “automat” od Orient połączyłem z Gi w moro. 

Tym razem zdecydowałem się go połączyć z kożuchem Dziadka mojej Viktorii, który ma prawie 35 lat (!). Swoją drogą, jestem pewien, że i kolejne 35 lat będę w stanie w nim chodzić. 

Białe spodnie to dobry kontrapunkt dla brązu kożucha i zieleni zegarka. A wełniany sweter, jak to wełniany sweter. Zimą zawsze na propsie. 




Post powstał w ramach działań z marką. 

Diabeł tkwi w szczegółach. Jak nic to powiedzenie idealnie sprawdza się w temacie tzw. “wykończeniówki”. Tej budowlanej. Choć i ja, na przestrzeni tego roku, bliski byłem wykończenia. Się. 

Najpierw fachowiec z “bożej łaski”, po którym trzeba było łatać dziury. Potem zmiany w projekcie, już samodzielne. W międzyczasie ścieżki z dojściem do domków. A i tak, na ten moment nie mogę napisać, że skończyliśmy. 

Jesteśmy jednak na dobrej drodze do tego, aby w perspektywie najbliższych 2 tygodni w pełni zakończyć projekt i tym samym ruszyć z #InToTeLas już oficjalnie. 

Zanim jednak pokaże Wam całość tego projektu, dzisiaj kilka szczegółów, które “robią nam robotę”. 

Wiadomym jest, że w tematach mieszkalnych IKEA (będąca partnerem tego postu – przyp. Menela) jest chyba najczęstszym kierunkiem szukania inspiracji i rozwiązań do praktycznie każdej przestrzeni. 

Głównie ze względu na dostępność produktów, inspiracje i rozwiązania, a także właściwą korelację stosunku ceny do jakości. 

Nie inaczej było u nas! Pisałem Wam o tym w TYM i TYM poście! Zobaczcie, jeżeli jeszcze ich nie czytaliście!

Fronty w kuchni, które pierwotnie miały być czarne, zdecydowaliśmy się wymienić na ciemną zieleń. W sumie wybraliśmy je przez przypadek. Będąc w jednym ze sklepów IKEA zauważyliśmy zmianę aranżacji jednej z kuchni, właśnie na bazie frontów BOBDYN. Zieleń tych frontów idealnie łączy się z samą ideą #InToTheLas. Dla przełamania intensywności tej zieleni wybraliśmy dębowy blat, który zamyka całość i “dociepla” kuchnie. Jest też wspólnym mianownikiem z lasami za oknem. Do tego czarne akcenty, które dbają aby było też i elegancko. 

Ile ja się musiałem nasłuchać jak przyszedłem do domu z tą ciemno granatową zastawą stołową. “A że po co kolejny kolor?”, “że nie będzie pasować”, “że nie i koniec” …

Spokojnie odpowiedziałem: “Poczekaj Stara, zobaczysz, że będzie dobrze”. 

Miałem rację. Było. W całości jest to dobry kontrapunkt do kolorystyki kuchni. A i moja Pani przyznała rację, że: “w sumie, to fajnie to wygląda!”

O pościel ze zdjęcia dostałem chyba najwięcej zapytań. W opakowaniu, przyznam, że nie do końca wierzyłem, że będzie to dobrze “grało”. Ale tym razem to ja musiałem zaufać Vice. Choć mnie ciągnęło w inne desenie. Kompromis w związku jednak popłaca i przyznaję, że ta szarość jest idealna. A i jakość bawełny fajnie smyra ciało.

Ciekawy jestem Twojego zdania – udało nam się stworzyć klimat spójny dla miejsca takiego jak #InToTheLas? 

Od lutego będziemy już dostępni z ofertą! Więcej szczegółów – niebawem!

Materiał powstał w ramach działań z marką. 

Automatyczny zegarek, na parcianym pasku w kolorze khaki od marki Orient (która jest partnerem postu – przy. Menela) przypomniał mi o zalegającym w szafie kimonie, a właściwie Gi, bo tak fachowo nazywać przewiązywaną w pół koszulę.

Dla kontrastu, pod moro zdecydowałem się nałożyć białe Gi, tak aby ciekawie zamknąć całość. 

Uzupełnienie stylizacji to wspomniany zegarek Orient pracujący na automatycznym mechanizmie z możliwością jego dokręcenia oraz czarne jeansy, które mają za zadanie stonować całość look’u.

 







Materiał powstał w ramach działań z marką. 

Jak podejść do tematu kawy na blogu związanym z męskim stylem?

Takie pytanie pojawiło się u mnie przed nawiązaniem współpracy z marką, która jest partnerem dzisiejszego postu.

Kiedy marka De’Longhi napisała do nas z propozycją wspólnych działań, od samego początku zacząłem się zastanawiać jak właściwie osadzić temat kawy na blogu poniekąd lifestylowym, ale jednak osadzonym w męskim stylu.

Okazało się, że powiązanie jest bliżej niż mogłoby się wydawać.

W pewnym wieku kawa i wszystko co z kawą związane ewidentnie łączy się ze stylem.

Nie ma co się ukrywać do momentu nawiązania wspólnych działań moim głównym patentem na picie kawy było po prostu zalewanie jej wrzątkiem. Z drobnym wyjątkami na inną formę jej podawania, ale jednak „splujka” świeciła tryumfy.

Głównie dlatego, że najlepiej „kopała”. Co rankiem jest kluczowe.

Pojawiają się, co prawda głosy mówiące, że przy dłuższym (nałogowym) piciu kawy jej moc pobudzająca jest raczej słaba.

Mnie jednak kopie i nie umiałbym funkcjonować bez przynajmniej jednej „małej czarnej” dziennie.

No właśnie „mała czarna”.

O tym, że tylko krowa nie zmienia zdania przekonałem się również przy tak prozaicznym temacie jak rodzaj kawy.

Przed poznaniem ekspresu na kawy mleczne patrzyłem trochę przez pryzmat hipstera z sojowym latte. Nie to, że mam coś do hipsterów. Sam w jakimś procencie nim jestem (jestem?)

Jednak nigdy nie byłem wielkim fanem połączenia mleka i kawy. „Czarna smoła” z fusami między zębami i można wychodzić do ludzi. Już bez fusów w ustach oczywiście.

No ale mieć ekspres i nie wypróbować jak spienia mleko, to jak nie mieć ekspresu.

I się zaczęło. Najpierw od rodzaju mleka. Szybka runda do spożywczaka.

– Poproszę mleko.

– Jakie?

– Każde!

Garba nie dostałem ale uświadomiłem sobie jak luksusowe mamy obecnie czasy. Pod katem mleka oczywiście. 7 rodzajów! A i to podobno nie wszystkie.

No i lecimy.

Kawka z owsianym. Kawka z kokosowym. Z bez laktozy. Z 2%. Z migdałów (notabene pieni się najlepiej w mojej ocenie), itd.

Po czarnej „splujce” został już tylko młynek. Null. Zero. Czarne to ja teraz pije espresso zamiennie z doppio+. A zaraz potem flat white. Dwa flat white’y.

To z czego najbardziej się ciesze to o ironio oszczędność. Od momentu przybicia sztamy z moim ekspresem przestałem kupować kawę „na mieście”. Kubek wielokrotnego użytku. Dwa przyciski i “pyk” oszczędność w portfelu.

Trzymając się jednak badań mówiących o tym, że ludzie wolą czytać krótsze teksty, a zamiast tego wolą oglądać video, zobacz co stworzyliśmy razem z zespolem De’Longhi.

Poznasz tam jeszcze bliższej na czym polega frajda z posiadania ekspresu automatycznego.

Materiał powstał przy współpracy z marką De’Longhi.

#ihaveadream

Zawsze marzyłem, aby móc „mówić” muzyką.
Właśnie zrealizowaniem swoje marzenie. Posłuchaj jak mi wyszło.

Więcej