Ten post powstał w ramach działań z marką Philips TV & Sound.
Wiem, że na część z Was działa to jak płachta na byka, bo przecież „się Lamus sprzedał”, no ale
każdą współpracę staram się zawsze osadzić w realiach swojego świata. I jeżeli decyduję się na
jakieś działanie biznesowe, to zawsze chcę, aby było jak najwięcej wspólnych mianowników
pomiędzy mną, a produktem, który reklamuję.

Tak będzie i tym razem. Choć jakby ktoś z Was, 3 lata temu napisał mi, że wejdę w działanie z marką telewizorów, to bym
się tylko uśmiechnął.

O ile czasami zdarza mi się pojawić w TV, to samej telewizji nie uznaję, a co za tym idzie,
telewizor 10 lat temu przestał mi być do życia potrzebny.

No ale wtedy nie było Młodego, który dwa lata temu z impetem pojawił się w naszym życiu. I jak
wielu rzeczy musiałem się przy nim nauczyć, tak z wieloma rzeczami musiałem się także
przeprosić. A swój honor i idealizm schować do tylnej kieszeni spodni.

Już słyszę ten wrzask po drugiej stronie światłowodu:
„No proszę! Ojciec roku. Daje dziecku oglądać bajki! Co za patologia!”

No daję! Pepę to, mam wrażenie, że znam już na pamięć. Więc taki ze mnie ojciec na medal.

W ogóle temat postrzegania ojcostwa przed tym, jak pojawi się dziecko, i następnie weryfikacja
swoich poglądów w momencie, kiedy odór zawartości pieluchy zawadiacko smyra cię po
nozdrzach, dość mocno stawia do pionu.

Więc u nas bajek miało nie być, a są!

Cukier miał występować tylko w owocach, a niestety jak raz daliśmy Młodemu gorzkiej czekolady,
takiej 75%, to i tak wystarczyło, aby teraz musieć raz w tygodniu zrobić dyspensę na małą
tabliczkę.

Młody miał zasypiać i budzić się tylko w swoim łóżku. Obecnie doszliśmy do momentu, kiedy
owszem, zasypia u siebie, ale budzi się już w naszym. A ja, nie wiedzieć czemu, upodobałem sobie
spanie na podłodze lub kanapie w salonie. Moje lędźwie mniej.

Lecimy dalej. W czym jeszcze „dałem ciała”?

No przecież, dałbym sobie rękę uciąć, że Młody miał być cały czas z nami. Przecież oboje
pracujemy jako wolne zwody, więc jak można dziecko posyłać do Klubu dla Malucha, Przedszkola
czy Żłobka?

No więc można!

I jest to ogromna radość. Dla obu stron, na szczęście.

Poległem jeszcze w temacie własnej cierpliwości. Jak ta moja kruszyneczka kochana, puszek
miłości, pępuszek pełen radości i uśmiechu pojawił się na świecie, byłem wręcz przekonany, że o to
na ziemię zszedł mój mistrz cierpliwości. Przodownik stanu ZEN.

I tak, jak nikomu wcześniej nie udało się nauczyć mnie spokoju i okiełznania nerwów, to ten
Maluszek mój kochany, samym faktem pojawienia się na ziemskim padole uczynił mnie o jakieś
75% spokojniejszym.

No fakt, uczynił. Przez pierwsze 5 miesięcy. Potem zaczęła się jazda. I moje zderzenie, że nauki
cierpliwości powinno być u mnie więcej, niż mi się wydawało.

No i rozciąga mnie ten Mały Potworek, jak ojciec gumę w majtach.
Ilekroć wydaje mi się, że jestem na dobrej drodze, to dzieje się akcja SPRAWDZAM i kolejny
egzamin ojca uwalony.

No to teraz myślisz sobie, gdzie w tym wszystkim ten mianownik do telewizora. Ano pojawił się
kilka tygodni temu, kiedy napisała do mnie Ola z Philipsa, że widzi, że nam się rodzina
powiększyła, więc może chcielibyśmy powiesić sobie na ścianie model OLED+934 z kinową
jakością obrazu, dźwiękiem zewnętrznym głośnikiem od Bowers & Wilkins (tak, ten legendarny
Bowers & Wilkins z dźwiękiem jak żyleta), 3-stronnym systemem Ambilight, który
sprawia, że obraz wydaje się większy, a akcja tak realistyczna, że masz ochotę chwycić Pepę za
raciczkę i towarzyszyć jej w przygodach.

Plus jeszcze, i takim fajnym bajerem jak sterowanie głosem.

Spojrzałem wtedy na tę swoją latorośl wędrującą wzorkiem za Pepą na ekranie 13 calowego
monitora laptopa i zrobiłem to, co każdy ojciec zrobiłby na moim miejscu! 

„Synku, podnosimy jakość Twoich doznań! Od teraz będziesz oglądał Pepę na 65 calach.”

Młody nie skumał i nawet jakoś w tamtym momencie nie był żywo zainteresowany tematem
(czemu się nie dziwię, bo akurat Pepa skakała po kałużach).

No ale kiedy te 65 cali zawisło na naszej ścianie, ten błysk w oku Młodego kiedy przychodzi z pilotem i mówi: „Pepa,
Pepa tata”, jakoś napełnia mi twarz uśmiechem bez żadnego poczucia winy!

Nie powiem, od kiedy w domu jest nowy sprzęt to i sami częściej odpalamy sobie Netlifxa czy dobry koncert na YouTube, bo Ambilight i jakość dźwięku naprawdę robią robotę i trudno się oprzeć.

Ale o tym innym razem…

Ot, i tak właśnie zderza się to moje „ja” życzeniowe z „ja” rzeczywistym.

Czy jest mi z tym źle? Bynajmniej.

Wszak trzymając złoty środek, nie ma co dawać się zwariować.

***
A zainteresowanych telewizorem Philips OLED+934 i jego możliwościami odsyłam tutaj (klik).

Te trzy książki to “kamienie milowe” w moim postrzeganiu siebie, jako faceta. Pozwoliły mi stanąć stabilnie na nogach i odnaleźć się w czasach, w których od mężczyzn wymaga się z pozoru sprzecznych ról. 

Czytaj dalej “Książki, które przeczytać powinien każdy mężczyzna. I kobieta!”

#ihaveadream

Zawsze marzyłem, aby móc „mówić” muzyką.
Właśnie zrealizowaniem swoje marzenie. Posłuchaj jak mi wyszło.

Więcej