LOOKBOOK #218: Kiedy nie zapinać marynarki dwurzędowej

#menelskamoda

Bohaterem, a właściwie bohaterką tego postu jest połowa mojego ślubnego garnituru. 

Garnitur na swój ślub szyłem na zamówienie korzystając z oferty Atelier Zabłotny, o których pisałem Wam przy okazji TEGO postu. 

Notabene dzisiaj mijają nam równo dwa lata od kiedy zmieniliśmy z Dziubą stan cywilny! Żyjemy. Do tego cali i zdrowi, jakby ktoś pytał! 

Jeżeli chodzi o moje ślubne wdzianko wiedziałem, że ma być to „dwurzędówka”. Widziałem, że chce ją później nosić, nie tylko „od święta”. 

Wybraliśmy tkaninę z Fratelli Tallia di Delfino będącej połączeniem wełny oraz jedwabiu, dzięki czemu garnitur zyskał satynowy błysk.

Kolorystycznie garnitur jest ni różowy, ni bordowy. Poniekąd jest hybrydą tych dwóch barw. Do tego ciężkie, mosiężne guziki, spodnie 7/8 (ku radości wszystkim entuzjastom „zimnej kostki”, mokasyny i stylówka na ślub gotowa!

Na przestrzeni tych dwóch lat pełen garnitur nosiłem z parę razy. Marynarkę zaś wykorzystywałem wielokrotnie, zarówno w tych bardziej formalnych stylizacjach, jak i tych łączących t-shirt, jeansy czy bawełniane spodnie 7/8 – jak z dzisiejszej stylizacji. 

Za każdym razem jednak, kiedy decydowałem się na mix marynarki dwurzędowej z mono-kolorystycznym t-shirtem nie decydowałem się na jej zapięcie. Tym samym łamiąc zasadę klasycznej elegancji. 

A te mówią jasno, że marynarki dwurzędowej nigdy się nie rozpina, nawet siadając. Co jednak jest zasadą pozbawioną sensu, patrząc na komfort, a właściwie jego brak, kiedy decydujemy się usiąść. 

Zostając przy zasadach klasycznej elegancji. Chcesz być z nimi „za pan brat” to powinieneś mieć zapięte wszystkie guziki marynarki lub możesz pozwolić na nie zapinanie ostatniego guzika (takie rozwiązanie rekomenduję). 

Dlaczego więc ja swojej nie zapinam? Bo kto by się tam zasadami przejmował! Żartuję, choć trochę prawdy w tym jest. 

O ile rozpięta dwurzędówka w połączeniu z koszulą, przyznaję nie wygląda za dobrze. Takie rozwiązanie znacząco pogarsza wygląd naszej sylwetki, to w przypadku kombinacji marynarka – t-shirt, złamanie tej zasady może wyglądać dobrze. Choć zapewne narażam się zagorzałym przedstawicielom dandysowego środowiska. 

Jedyne o czym staram się pamiętać stosując tzw. sprezzaturę, czyli świadome łamanie zasad męskiej elegancji, to aby t-shirt, na który się decyduję nie miał żadnych nadruków. Proste, mono-kolorystyczne t-shirty pod dwurzędówką wyglądają po stokroć lepiej, niż miałoby się je łączyć z t-shirtem z wielkim logo, jakiekolwiek ono by nie było. 

Powyższe rozwiązanie nie jest jakimś wielce odkrywczym ale być może pozwoli Was przekonać do inwestycji w Waszą „dwurzędówkę”, o ile już ich nie macie! 

Piona!

MARYNARKA – ATELIER ZABŁOTNY / SPODNIE – ZARA / MOKASYNY – CONHPOL ELITE / KAPELUSZ – PARIS+HENDZEL /

T-SHIRT – H&M / SYGNET – SCORECCIONE / BRANSOLETY – ZARA / OKULARY – DIOR