CI, KTÓRZY ZMIENIAJĄ OTOCZENIE: BILL MURRAY

#menelskiewybory

Lubię mówić ludziom, który chcą być sławi i bogaci, żeby najpierw spróbowali być bogaci. Niech zobaczą, czy to aby nie wystarczy.”

67-letni Bill Murray w niczym nie przypomina pozostałych gwiazd kina. Na wstępie trzeba wspomnieć, że nie ma agenta, ani managera, ani rzecznika prasowego. Najlepszym sposobem zaangażowania go do filmu jest sprzedanie pomysłu któremuś z jego przyjaciół, który może mu go przekaże. Ewentualnie można też zadzwonić na jego linię z automatyczną sekretarką (ten sam numer od lat 70.) i zostawić wiadomość. Jest szansa, że oddzwoni, ale pewności nie ma.

Bill Murray wraz z ośmiorgiem rodzeństwa – troje jego braci także zostało aktorami – dorastał na przedmieściach Chicago. W wieku 17 lat stracił ojca, który umarł z powodu komplikacji wywołanych przez cukrzycę. Swoje 20 urodziny Bill spędził w więzieniu, po tym jak ochrona lotniska przyłapała go z ponad trzema kilogramami marihuany. Po wyjściu z więzienia postanowił zmienić swoje życie i zostać aktorem. W ten sposób jako 27-latek trafił do obsady „Saturday Night Live” i już w 1977 roku otrzymał zbiorową nagrodę Emmy za wkład pisarski w tworzenie przebojowego programu.

Na dużym ekranie zadebiutował dwa lata później w filmie „Pulpety”, do udziału w którym reżyser Ivan Reitman musiał go przekonywać przez miesiąc. Później stał się charakterystycznym aktorem komediowym, którego sama obecność na ekranie sprawia, że film staje się lepszy.

Popularność zdobył dzięki roli doktora Petera Venkmana w „Pogromcach duchów”, a później pojawił się m.in. jako Phil Connors w „Dniu świstaka”, Bob Harris w „Między Słowa” (za którą otrzymał swoją jedyną nominację do Oscara) czy w końcu zagrał samego siebie w komedii „Zombieland”. Poza graniem w filmach aktor też nie próżnuje jest m.in. współwłaścicielem restauracji i drużyny baseballowej. Najważniejsza jest jednak ekscentryczna osobowość Murray’a z powodu, której krąży o nim mnóstwo anegdot.

Dlatego ten tekst będzie inny od pozostałych, bo każdy Billa na ekranie widział, a te historie zrobią Wam cały dzień!

Na przykład opowieść o tym, jak Murray zagadał wiozącego go taksówkarza i ten opowiedział mu, że z zamiłowania jest saksofonistą, ale nie ma czasu rozwijać swojej pasji. Aktor szybko zamienił się miejscami z taksówkarzem. On prowadził, a taksówkarz grał na saksofonie na tylnym siedzeniu samochodu. A po jakiś czasie panowie wybrali się raz na bardzo późną kolację.

Innym razem aktor był przypadkowym gościem na wieczorze kawalerskim znanego twórcy start-upów EJ’a Rumpke. Tam wyjaśnił gościom, że tak jak pogrzeby to imprezy organizowane są dla żywych, tak wieczory kawalerskie przeznaczone są dla wolnych kolegów pana młodego. Potem Murray pouczył gości, że jeśli znajdą kogoś z kim chcą spędzić resztę swojego życia, nie powinni planować ślubu i szukać sali, a zamiast tego wybrać się z tą osobą w podróż dookoła świata. A jeśli po powrocie wciąż będą zakochani powinni się pobrać od razu na lotnisku.

Słynna są też historie o tym jak Murray pewnego dnia przystał by przeczytać poezję robotnikom, pozował do sesji ślubnej z przypadkowo poznaną parą, stanął za barem w jednym z lokali, by napoić wszystkich znajdujących się w nim gości albo negocjował z policją, która przyjechała by uciszyć imprezę, na której przypadkowo się pojawił. Anegdoty związane z Billem Murray’em doczekały się nawet własnego dokumentalnego filmu „The Bill Murray Stories”, który miał premierę na tegorocznym festiwalu South by Southwest Film Festival w Austin w Teksasie. Sam bohater oczywiście nie pojawił się na premierze. Za to przepis na swoje dobre samopoczucie zdradził fanom podczas „Bill Murray Day” świętowanego podczas jednego z festiwali filmowych w Kanadzie:

Wcześnie zdradzono mi pewien sekret odnośnie życia. Im bardziej jesteś zrelaksowany, tym lepiej sobie radzisz ze wszystkim: jesteś lepszy dla tych których kochasz, lepiej radzisz sobie z wrogami, jesteś lepszy w pracy i jesteś lepszy dla siebie.

Nie sposób się nie zgodzić, Bill!

AP

 

źródło: variety.com / thedailybeast.com / pinsdaddy.com/